Zjazd na nartach z Okola

Zwykły dzień w Górach Kaczawskich. Ale jaki piękny ten dzień! Słonecznie, bezwietrznie, widoczność wspaniała, na niebie ani jednej chmurki. Okoliczne góry i pogórza jak na dłoni. I dwa sąsiadujące ze sobą szczyty. Z Łysej Góry zjeżdżają narciarze po przygotowanych trasach. A naprzeciw – dziewicze jeszcze południowe stoki Okola. Obie te góry przedzielone są malowniczą Doliną Chrośnickiego Potoku. Jestem tu często. W lecie jeżdżę rowerem po fantastycznych ścieżkach. Zimą, jak tylko mam wolną chwilę, wspinam się piechotą na Okole właśnie. I jak jest śnieg – nie mogę odmówić sobie przyjemności zjazdu na nartach. Popatrzcie chwilkę. Warto było wdrapać się tak wysoko. Śnieg w nocy był zmrożony, w momencie śmigów, lekko puściło. Trzeba było uważać, bo momentami skorupa łamała się. Ale zjechałem szczęśliwie.

Wiele lat temu uprawiałem narciarstwo poza trasowe. Lubiłem jeździć w kotłach polodowcowych i niszach (Łabski Szczyt, Smogornia, Żleb nad Samotnią). Aby tam jeździć, trzeba było się nachodzić. Teraz wracam do wspomnień. Realizuję swoje marzenia tutaj - na Okolu ;) Na przeciw Łysej Góry. Fantastycznym stoku. Wadą jego jest, że południowy. Jak jest śnieg – nie mogę odmówić sobie przyjemności zjazdu na nartach z tej góry.