Ścieżki rowerowe w Jeleniej Górze - II część

Część I Część II Część III Część IV Część V

W poprzednim odcinku mówiłem o swoich próbach dojazdu z Zabobrza do Ratusza. O bezpieczeństwie na ścieżce – drodze pieszo-rowerowej oraz o krawężnikach i nierównościach. Tą potoczną nazwą będę się posługiwał podczas realizacji wszystkich odcinków mojego serialu. Wczoraj przejechałem całe miasto usilnie wypatrując znaku C 13. Po swych penetracjach stwierdzam co następuje: Nie ma w Jeleniej Górze dróg dla rowerów! Są natomiast drogi pieszo-rowerowe. Spotykałem znaki nakazu z poziomymi i pionowymi kreskami dzielącymi powierzchnię znaku na dwie równe części – oddzielające sylwetki pieszych i roweru.

W poprzednim odcinku, jak pamiętacie filmowałem te znaki wielokrotnie. Oko mojej kamery będzie je nadal pokazywać, niech cieszą nasze oczy… Dziękuję bardzo przy tej okazji osobom, które na forum portalu Jelonka (tam zostały opublikowane moje filmy) wyraziły swoją opinię o sytuacji rowerzystów w Jeleniej, przepisach i… o niniejszej serii rowerowej. I jeszcze raz powtarzam, wybaczcie mi, że używam konsekwentnie nazwy „ścieżka rowerowa”. Jest to niewątpliwie uproszczenie. Zważcie jednak, ze obecnej sytuacji – nazwa ta wydaje się najstosowniejsza. W naszym mieście istnieją teraz w większości krótkie, niepołączone ze sobą kawałki asfaltu, poprzedzielane, krawężnikami, barierkami, znakami drogowymi w środku ścieżki, bądź w końcu schody czy zjazdy - jak dla akrobatów. Łatwiej i prawdziwiej będzie powiedzieć: jedziemy po stolicy Sudetów Zachodnich ścieżkami. Bo rzeczywiście - drogami tego nie wypada jeszcze nazywać.

Ten odcinek jest poświęcony szlakowi rowerowemu ER6. Spróbowałem zmienić się w zwykłego turystę, który zupełnie nie znając Jeleniej Góry, ma zamiar przejechać przez nią i przy okazji zwiedzić jej najciekawsze fragmenty – zabytki, poznać centrum – Ratusz... Chciałby to uczynić właśnie przy pomocy dobrze oznakowanego szlaku, który – jak rozum podpowiada, powinien go wprowadzić do miasta, i bezpiecznie z niego wyprowadzić. Popatrzmy na kłopoty, jakie go spotykały po drodze.