Oder-Neiße-Radweg


Czytaj relacje z moich pozostałych wypraw. Strona autorska - www.michalrazniewski.com

Oder-Neiße-Radweg

Lasy, łąki i Nysa... Wyprawa rowerowa nad morze. W pierwszą stronę cały czas idealnie równą drogą rowerową... Ale zacznijmy od początku. Pamiętacie - pisałem w zeszłym roku o mojej wycieczce z Goerlitz do Jeleniej Góry przez Łużyce? Jechałem fragmentem tej słynnej magistrali rowerowej Oder-Neiße-Radweg. Fotografowałem chałupy łużyckie. Ten artykuł znajduje się na mojej stronie pt.: 'Wędrówki z aparatem w plecaku'. Już wtedy pomyślałem o pokonaniu tej trasy aż do niemieckiego Ahlbeck. W tym roku nastąpiła realizacja tego pomysłu.

Wyjechałem z Jeleniej Góry, a właściwie z Łysej Góry w dniu 27 czerwca 2012 roku ( z Jeleniej wieczorem – spałem na Łysej). Start o godz. dziewiątej. Rozpocząłem filmowanie w Lubomierzu, ładnym miasteczku, znanym ostatnio z Festiwali Komedii Filmowych, a w szczególności z Muzeum Kargula i Pawlaka – postaci z filmu Sami Swoi. W muzeum tym można znaleźć pamiątki z realizacji tej komedii. Wesoło jednym słowem – wizyta w tym miejscu nastroiła mnie pozytywnie do urlopowego życia. I nie strasznie już rysowały się trudy wyprawy 

Na ścieżkę Odra-Nysa wjechałem po przekroczeniu granicy na Nysie – w Zgorzelcu. Po obiedzie i załatwieniu formalności związanych z ubezpieczeniem, wjechałem na chwilkę do centrum Goerlitz. Jest to szóste co do wielkości miasto Saksonii . Siedziba biskupów: ewangelickiego i katolickiego. Dawniej tworzyło jedno miasto wraz z Zgorzelcem. Görlitz jest jednym z niewielu niemieckich miast tej wielkości niezniszczonych podczas II wojny światowej.

Na tym etapie droga często wiodła przez las. Było po deszczu nawierzchnia lekko wilgotna, powietrze rześkie. Ścieżka rowerowa, gładka jak stół, wiła się między drzewami w pagórkowatym terenie. Jechało się przyjemnie. Nóżka podawała… Prędkościomierz często wskazywał 25 km na godzinę. Nocleg w tej ostatniej miejscowości, uroczej wioseczce. Na prywatnej kwaterze - w cywilizowanych krajach spotyka się zajazdy rowerowe. W takim właśnie miejscu się zatrzymałem. Za jedyne 15 Euro ze śniadaniem. Tego dnia przejechałem 150 km.

A to już zdjęcia z kolejnego etapu. Na początek – kilka ujęć z zajazdu dla rowerzystów, jakie spotyka się przy szlakach rowerowych. To norma w Europie Zachodniej. Można się w takich miejscach przespać, zjeść smacznie i… dalej.. w drogę… Zwiedziłem dzisiaj słynne uzdrowiskowe Bad Muskau z przepięknym parkiem i zamkiem. Park Mużakowski, wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Do Gubina dojechałem przed 15.00. Nocleg zamówiłem sobie w Hotelu PTTK. Szybko obiad i... do miasta - części polskiej i niemieckiej. Miasto miało "od zawsze" handlowy charakter, ze względu na swoje dogodne położenie – pogranicze słowiańsko-germańskie, ważne szlaki handlowe z północy na południe z Pomorza Zachodniego do Czech (wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej) oraz z zachodu na wschód z Łużyc do Wielkopolski. Po polskiej stronie znajduje się Fara – zniszczona 1 945 roku, która od tamtego czasu stoi jako ruina. W tej chwili jej odbudowa zajmuje się Fundacja Fary Gubińskiej. Proces odbudowy rozpoczął się dopiero w roku 2005.

Krótki wypoczynek. Ścieżka biegnie – chyba w 70% wzdłuż wału przeciwpowodziowego. Jest tu pusto i monotonnie. Tylko rzeka i ptaki. Jedyną atrakcją było spotkanie z grupą wędrowców z Jeleniej Góry, którzy podobnie jak ja jadą nad morze.

Odra i Słubice. Kolejna przerwa w jeździe - odpoczynek i… obiad (dla oszczędności przejechałem most z Frankfurtu nad Odrą). Przy okazji filmuję miasto. Duże… Wraz z Frankfurtem tworzy ono aglomeracje transgraniczną liczącą ok. 85 tys. mieszkańców. Jest to ośrodek akademicki – siedziba Collegium Polonicum, wspólnej jednostki dydaktyczno-naukowej Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu i Europejskiego Uniwersytetu Viadrina we Frankfurcie nad Odrą.

I dalej jazda wałem – Aż do znudzenia. Droga jednak równiutka. Trzeba to przyznać – taka autostrada dla rowerów. Autostrada wyjątkowa – bo biegnąca dokładnie na granicy dwóch państw – Polski i Niemiec. Ponieważ trafiłem na ładną pogodę, to podróż przebiegała bez zakłóceń. Widoczność była bardzo dobra. Na rzece zawsze coś się działo. Barki, stateczki były ciekawym urozmaiceniem. Z przyjemnością patrzyłem na eleganckie jachty płynące na silniku.

Wreszcie dojechałem do okolic Zalewu Szczecińskiego - po niemieckiej stronie oczywiście. Ostatnie kilometry przez Puszczę Wkrzańską. Zatrzymałem się w malutkiej miejscowości Rieth, a nocowałem w starej szkole przerobionej na hotel i salon sztuki współczesnej. Jednym słowem - w artystycznym miejscu – co mi odpowiadało, bo sam fotografuję trochę  W dużej Sali – na ścianach obrazy właściciela domu.

Okolice zalewu obfitują we wspaniałe ścieżki rowerowe. Znane dobrze również Szczecinianom. W przeciwieństwie do terenów nad Nysą, infrastruktura z uwagi na atrakcyjność terenów jest lepsza. Ale i drożej… Zajazdy rowerowe elegantsze… Tu już spotyka się dużo rowerzystów. Tak z Niemiec jak i z Polski.

Po drodze park krajobrazowy. Obserwuję przez chwilę ptactwo wodne i przede mną Ueckermünde…

To piękne miasto posiada wspaniałą – 800 metrowa plażę, uroczy port miejski z ciekawym zwodzonym mostem. Leży nad rzeka Wkrą, która wpada tu właśnie do Zalewu Szczecińskiego. W porcie cumują głównie turystyczne jednostki. A atrakcją są rejsy wycieczkowe po Zalewie, na wyspę Uznam lub do Polski. Znajduje się tu także ładna przystań jachtowa.

Jeszcze krótki postój na wyspie Uznam i… Świnoujście, gdzie zabawiłem trzy dni.

Nie muszę chyba nikomu szczegółowo przedstawiać tego miasta. Ale warto przypomnieć – jest to jedyne w Polsce miasto położone na 3 dużych wyspach: Uznam, Wolin i Karsibór, oraz na kilkudziesięciu niezamieszkałych wysepkach. Leży nad cieśniną Świną. Więcej wiadomości o tym miejscu – w Internecie oczywiście. Jeżdżę tu od wielu lat. Co roku Świnoujście wydaje mi się piękniejsze. Szczególnie podoba mi się jego część nadmorska z typową dla uzdrowiska zabudową – wille i ładne domy wypoczynkowe przykuwają uwagę. No i… deptak z tłumem ludzi… Ale to tego można się przyzwyczaić. Teraz jeszcze odkryłem, że miasto jest przyjazne dla rowerzystów – posiada dobre ścieżki rowerowe. O fajnej, zawsze atrakcyjnej turystycznie, przeprawie promowej już nie wspomnę.

Nadszedł czas powrotu. Udałem się najpierw do miasta Wolin a dalej przez Świebodzin, Zieloną Górę, Bolesławiec do Jeleniej Góry. Droga powrotna trwała tylko 4 dni – etapy dłuższe, mniej czasu na filmowanie. Co zostało w pamięci? –Ładny Świebodzin i Pomnik Chrystusa Króla. Naprawdę warto te miejsca odwiedzić. Przyjazne – ciepłe miasto i monumentalna figura – turystyczny ewenement na skalę Europy. A to nasze – lubuskie!

Po noclegu pod Zieloną Górą – przejechałem szybko przez miasto, spiesząc się nieco do domu, bo urlop się kończy… Ale jest kilka migawek… Wrócę tu jeszcze nie raz…

Minąłem Lwówek Śląski i jadę śliczna ścieżką rowerową (usytuowana na dawnych torach kolejowych) do Pławnej a stamtąd do Wlenia. Jeszcze krok i… będę w domu! Podsumowując krótko. Przejechałem 1198 km. X etapów z 3-dniowym odpoczynkiem nad morzem. Polecam trasę Odra-Nysa na całej jej długości zaawansowanym cyklistom. Prowadzi ona w dużym procencie przez dzikie nadrzeczne tereny. Odległości między miejscowościami spore. Jednak warto było tą magistralę rowerową zaliczyć. Jest bezpieczna, komfortowa, równa i … zero samochodów! No to… do następnej wyprawy w przyszłym roku!