Jakuszyce - Jelenia Góra - asfaltowa przyjemność :)

Dzisiaj parę słów (przedstawiam także nowy film, nazwałem go nudnym, bo i jest w istocie :)) o moim rowerowym szaleństwie. Na rowerze jeździłem od dziecka. Przeważnie po szosach, szutrowych drogach i ścieżkach w okolicach Jeleniej Góry. Na "zwykłych rowerach" i składakach. W latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych nikt jeszcze nie śnił nawet o rowerach górskich. Wypuszczałem się w góry na radzieckiej Ukrainie, wówczas bardzo popularnym jednośladzie w Polsce. Nie do zdarcia, toporny i ciężki (daleko mu było do współczesnych lekkich konstrukcji), na mocnych kołach. Moim ulubionym miejscem była (i jest) Smogornia - tam spędzałem zimą dużo czasu na nartach. A latem - odbywałem rowerowe przejażdżki. Rower ten nie miał przerzutek, trzeba go było pod górę podprowadzać. Za to z góry jechało się zawsze wspaniale :) Dobrze trzymał się drogi. Znałem dobrze nieoznakowane górskie ścieżki z Borowic lub z Bierutowic. Poza grzybiarzami i zbieraczami jagód, rowerzystów, turystów w podobnych miejscach się nie spotykało. Czasy się zmieniły... Teraz z góry zjeżdżamy na super nowoczesnych aluminiowych maszynach, z full-amortyzacją. Żadne nierówności są niestraszne. A przyjemność ogromna (szczególnie podczas lata); z daleka od spalin - na ogół uciekam do lasu z asfaltowych traktów. W terenie spotykam na każdym kroku innych zwariowanych bikerów. W XXI wieku rowerzyści w górach - to rzecz normalna. Jednak jesienią przepraszam się z szosą, bo w terenie panuje niepodzielnie nieprzyjemne błoto... Zakładam na obręcze gładkie opony i do pierwszego śniegu grzeję po asfaltach. A jak to wygląda z perspektywy widelca mojego rowerku? Postanowiłem nakręcić film z ulubionego zjazdu z Jakuszyc. Tym bardziej przyjemnego, że po niedawno wyremontowanej drodze, idealnie gładkiej. Filmowanie w trakcie jazdy - łatwe i wydaje się proste jak barszcz. Jednak trzeba uważać na samochody. Udało mi się cało i szczęśliwie dojechać do Jelonki. Tematem głównym jest oczywiście droga - dużo jej tutaj, ale taki był pomysł na blogowy użytek. Po drodze... kilka atrakcji. A przede wszystkim cudowna Dolina Kamiennej. I jeszcze Cieplice. Do Rynku dojechałem o zmierzchu. Popatrzcie - jedźcie razem ze mną :)

Część I



Część II