Dlaczego lodowiec Łysa Góra?

Pytają mnie ludzie dlaczego w komunikatach narciarskich Łysej Góry pojawiają się określenia "lodowiec" lub "chwi-lodowiec". Niektórzy wręcz zarzucają mi, że piszę bzdury, fantazjuję i tym podobne...

Zawsze odpowiadam: oczywiście, że nie piszę tych "bzdur" ze śmiertelną powagą. Przeciwnie mrużę lekko oczy, traktując to jako swego rodzaju zabawę w słowa, wychodząc z założenia, że "cel uświęca środki" (w pozytywnym tego zwrotu znaczeniu). Te niewinne użycie słowa lodowiec (porównanie) ma służyć promocji naszej mikrostacji. I tyle...

Jak na lodowcu to znaczy, jak na jęzorze wiecznego lodu w wysokich górach (przynajmniej wizualnie; nie czytaj broń Boże, jak na lodzie!). Lodowce w potocznym rozumieniu przez miłośników nart - są to miejsca do całorocznego uprawiania narciarstwa.

Spędzają tam czas miliony narciarzy. Najciekawiej jest oczywiście w lecie, kiedy to biel jęzora śniegu kontrastuje z szarością skał i górską roślinnością.

Ponieważ mamy w tym momencie właściwie bezśnieżną zimę - nie ma śniegu w Górach Kaczawskich, za wyjątkiem właśnie naszej mikrostacji, gdzie znajduje się jęzor sztucznego śniegu (TYLKO NA STOKU WZDŁUŻ WYCIĄGÓW Łysej Góry) - to właśnie jest świetna okazja do takiego porównania. Nasz jęzor do złudzenia przypomina ten alpejski - nieprawdaż ;) Na dowód załączam dzisiejszy film (nie pierwszy podobny, zresztą).

A "chwi-lodowiec"? Określenie te jest jak najbardziej adekwatne do sytuacji sztucznego śniegu, który robi podobne wrażenie (leży sobie samotnie na północno-wschodnim zboczu Łysej Góry na zielonych łąkach, pod lasem), i prędzej czy później popłynie (po odwilży) do morza.

Film