2014/09/30

Wyprawa rowerowa dookoła Polski 2014

Trasa: Jelenia Góra - Brzeg - Olsztyn k. Częstochowy - Busko Zdrój - Sandomierz - Kazimierz Dolny - Sokołów Podlaski - Pisz - Ostróda - Frombork - Krynica (rejs statkiem) - Sopot (Gdańsk, Gdynia) - Bytów - Czaplinek - Gorzów Wielkopolski - Zielona Góra - Jelenia Góra.

Podobnie jak moje wszystkie poprzednie wyprawy (jeżdżę po Polsce i Europie od wielu lat) tegoroczna eskapada, którą zatytułowałem "W Polskę jadę", miała charakter jednocześnie sportowy i krajoznawczy. Przejechałem w sumie 1988 kilometrów. Po drodze widziałem naprawdę wiele ciekawych miejsc. Nie sposób wyczerpująco skomentować ten niesłychanie długi "film", jaki zarejestrował się w mojej pamięci. Z wysokości siodełka rowerowego można obserwować dosłownie wszystko podczas jazdy. Mijałem miasta, miasteczka i wsie. Zostawały w tyle... Pojawiały się następne, następne... Brzeg, Jasna Góra, Sandomierz, Kazimierz Dolny, Gdańsk... Przekraczałem Odrę, Wisłę, Bug... Podczas przerw w podróży odbywałem rejsy statkami po Wiśle koło Kazimierza, po Jeziorze Drwęckim koło Ostródy. Przeprawiałem się przez Zalew Wiślany z Fromborka do Krynicy Morskiej. Odwiedziłem Podlasie, grób Heleny Mniszek (mojej prababci) w Zembrowie i miejscowość Sabnie, gdzie mieszkała. Przeciąłem Jurę Krakowsko-Częstochowską, przejechałem Mazury, Kaszuby, Pojezierze Drawskie. Lubuskie...



Przyjemności były okupione dużym wysiłkiem. Musiałem narzucić sobie spore tempo jazdy, przestrzegać reżimu treningowego. Aby zobaczyć to wszystko w założonym czasie, musiałem zaliczać dziennie 100 do 170 km. Wyprawa nie była łatwa ani bezpieczna. Z jednej strony podziwiałem nasz piękny kraj, z drugiej modliłem się często, aby nie przejechał mnie TIR. Obok pustych szos zdarzały się te zatłoczone do granic możliwości. Nie raz otarłem się o błotnik wielkiej ciężarówki pędzącej z łomotem "na trzeciego". Nie ma kary na tych kierowców na Ziemi! Były też momenty takiej ciszy, że aż w uszach dzwoniła. W Wieży Kopernika we Fromborku obserwowałem jak ziemia się kręci... Nie miałem przygód, o których słucha się z wypiekami na twarzy. Obyło się bez awarii roweru; i nawet nie złapałem "gumy". Jak wspomniałem na początku - to film zarejestrowany w pamięci. Nie do opowiedzenia. Musicie to przeżyć sami. Polecam podobne "tête-à-tête" z Polską. Naprawdę warto spróbować.



Zapraszam do obejrzenia zdjęć i kartek z dziennika podróży ("luźno" pisanych postów z Facebooka).



Kartki z dziennika podróży



8 września 2014

Fotki z podróży. Etap 1. Jelenia Góra -Brzeg. Przerwa w Świdnicy. Złapała mnie straszna burza z piorunami. Leje jak z cebra. Całe szczęście, że chroni mnie parasol Winnicy Świdnickiej. Zdjęcia robione były tuż przed ulewą. Przepyszny żurek konsumowałem w trakcie gradobicia i w takt piorunów . Ale już zaczyna wychodzić słońce. Deszcz ustaje. Po posiłku - w drogę! Wylądowałem w Brzegu. Tu w ogóle nie padało. W sumie dobrą miałem podróż. Droga w miarę równa. Od Świdnicy płasko.

9 września 2014

Drugi etap mojej wyprawy rowerowej 2014 obfitował w równiutkie jak stół drogi. Bądź co bądź przejeżdżałem przez Śląsk Opolski. Porządek jak w Wielkopolsce. Nawet dwujęzyczne nazwy miejscowości mają . Podobnie jak wczoraj zlało mnie niemiłosiernie pod Częstochową. Deszcz nie pozostawił na mnie suchej nitki. Na Jasnej Górze przebrałem się w suche rzeczy, zjadłem obiad w Domu Pielgrzyma i poszedłem do Sanktuarium Matki Bożej. Później jeszcze 14-kilometrowy odcinek do pięknego Olsztyna z zamkiem królewskim. Tak mi się spodobało, że postanowiłem zatrzymać się tu jeden dzień. Przy okazji wysuszę się. Dzisiejszy etap liczył prawie 170 km.

10 września 2014

Dzień przerwy w podróży rowerowej. Dzisiaj zwiedzałem ruiny zamku w Olsztynie k. Częstochowy. Cytat z oficjalnej strony: "Pierwsza wzmianka o "zamku Przymiłowice" (późniejszym Olsztynie) pochodzi z 1306 roku. Wzniesiony został na miejscu wczesnośredniowiecznego grodu, rozbudowany w latach 1349-59 z inicjatywy Kazimierza Wielkiego, dla obrony pogranicza śląsko-małopolskiego. Od 1370 r zamek przeszedł w ręce Władysława Jagiełły". Więcej na: http://www.zamekolsztyn.pl/

11 września 2014

Trzeci etap wyprawy 2014. Olsztyn k. Częstochowy - Busko Zdrój. Znowu po idealnie równej drodze. Im dalej na wschód, tym lepszej jakości asfalty. I jak zwykle zmokłem niezwykle. Pogoda iście norweska. Poza tym wszystko w porządku. Jechałem przez piękne lasy. Ruch samochodowy był niewielki, a więc czułem się w miarę bezpiecznie. Dzisiaj wjechałem w Świętokrzyskie. Przejechałem przez ładny Pińczów i w chwilę później znalazłem się w Busku. Park Zdrojowy prześliczny! Ładnie grają. Obiad, zakupy i... spać!!! Bądź co bądź zaliczyłem 130 km. Pozdrowienia dla Wszystkich z jednego z najładniejszych uzdrowisk w Polsce. Dziękuję za zainteresowanie i wizyty na moim Facebooku.

12 września 2014

Czwarty etap podróży rowerowej "W Polskę jadę" był krótki (liczył tylko 106 km), ale za to bardzo ciekawy widokowo. Piękne lasy i... niekończące się sady. Nigdy nie widziałem tyle jabłonek na raz. Na drodze przed Sandomierzem... Ponadto odwiedziłem słynny Pacanów (gdzie kozy kują :)). Teraz znajduje się tu Europejskie Centrum Bajek. Nie tylko o Koziołku Matołku. Wylądowałem w Sandomierzu. Tu będę spał. A teraz spaceruję po sławnym Starym Mieście. W życiu nie widziałem miasta z takim klimatem. Nad Wisłą, na krawędzi Wyżyny Sandomierskiej.

13 września 2014

Etap piąty. 100 km z Sandomierza do Kazimierza Dolnego. Gładko i bezboleśnie. Nóżka "podawała". Bezpiecznie i cicho. W sobotę TIR-y nie jeżdżą). W Annopolu przekroczyłem Wisłę i wjechałem w Kazimierski Park Krajobrazowy. I jednocześnie Krainę Lessowych Wąwozów (jest to największe w Europie skupisko lessowych wąwozów). Królewskie miasto nad Wisłą! Spaceruję po rynku i czuję się jak król. Jutro druga porcja zdjęć z Kazimierza. Postanowiłem bowiem zatrzymać się tutaj jeden dzień (czyli niedziela z historią Polski).

14 września 2014

Wolny dzień od jazdy. Odpoczynek nad Wisłą. Spacerowe statki gotowe do rejsu. Kazimierski rynek pełen turystów. Orkiestra gra... Piękna niedziela. Szczęśliwcy przyjeżdżają tu co tydzień. Z Warszawy to tylko krok. A ja z zawodowej ciekawości musiałem odwiedzić stację narciarską "Kazimierz". Jutro w drogę! Do Sokołowa Podlaskiego. Przez Zembrów. Na groby przodków.

15 września 2014

Etap VI podróży pod nazwą "W Polskę jadę". Trasa: Kazimierz Dolny - Puławy - Łuków - Siedlce - Sokołów Podlaski. 160 km pod wiatr. Było trudno. Ale dałem radę. Jestem we Wschodniej Polsce - na Podlasiu. Dzisiaj podziwiałem Ratusz (późnobarokową budowlę zwaną Jackiem) w Siedlcach. Obecnie mieści się tutaj Muzeum Regionalne. Spacerowałem po Sokołowie Podlaskim (najbardziej okazała budowla to Kościół Konkatedralny).

16 września 2014

VII etap wyprawy "W Polskę jadę". 170 km przez Podlasie. Na zakończenie wjechałem na Mazury. Nocuję w mieście Pisz. Podlasie - to dalej równe asfalty, pola, lasy i rześkie, czyste wrześniowe powietrze. Z Sokołowa Podlaskiego wyjechałem jak zwykle o godz. 7:00. Rano ziąb niemożebny. Później nieco się ociepliło. Ale i tak jechałem ubrany "na długo". Po drodze oglądałem z podziwem drewniane podlaskie domki. Zajechałem do Sabni, gdzie miałem przemiłą rozmowę z Panią Dyrektor Szkoły Podstawowej im. Heleny Mniszek oraz spotkanie z uczniami tej szkoły. W chwilę po tym odwiedziłem grób Heleny Mniszek (mojej prababci) w Zembrowie. Mój rowerowo-rodzinny dzień był długi. Do Piszu dotarłem tuż przed zmrokiem.





17 września 2014

Przejechałem kolejne 170 km. Etap VIII: Pisz - Ostróda (przez Szczytno i Olsztynek). Jechałem przez przepiękne lasy - 70 % drogi. Było jak w górach. Namęczyłem się pokonując coraz to nowe mazurskie wzniesienia. Serpentyny jak w Karkonoszach. Wrażenia niesamowite. Asfalt elegancki. Pomiędzy Piszem i Olsztynkiem szosa pusta. Jechało mi się wspaniale, wiatr tym razem w plecy. Po drodze mało znane, ale przeurocze jeziora. No i kultowa Krutynia. Raj dla amatorów spływów kajakowych. Także Ruciane-Nida i ładne Szczytno. Ostatnie 25 km (Olszynek - Ostróda) to jednak horror! Nie miałem innej alternatywy. Musiałem jechać niebezpieczną 7-ką wraz z TIR-ami. Mijały mnie w szaleńczym tempie i z łomotem w centymetrowej odległości. Jak widzicie żyję!

19 września 2014

IX etap podróży rowerowej "W Polskę jadę" już za mną. Po jednym dniu odpoczynku w Ostródzie jestem jak nowo narodzony . Dojechałem do Fromborka, bez najmniejszego zmęczenia. Po pierwsze: etap liczył tylko 97 km (Ostróda - Pasłęk - Młynary - Frombork); po drugie: miałem wiatr w plecy; po trzecie droga była pusta (średnio jeden samochód na 20 min). Z Ostròdy skierowałem się dokładnie na północ. Jechałem rzadko używaną, starą "siódemką", biegnącej obok drogi ekspresowej S7. Od Pasłęka (gdzie w cukierni wypiłem kawę i zjadłem pyszne ciastka) droga wiodła przez przepiękne leśne tereny. Byłem urzeczony krajobrazem, delektowałem się wręcz spokojem i ciszą na drodze. Z rzadka trafiałem na malutkie wioseczki. Nagle wśród pól i lasów pojawił się Frombork. Jestem na Warmii. Ciąg dalszy jak zwykle niebawem nastąpi.

20 września 2014

Jeszcze reportażyk ze Wzgórza Katedralnego we Fromborku. W oczekiwaniu na statek do Krynicy Morskiej zwiedziłem Bazylikę archikatedralną Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Andrzeja we Fromborku. A także Muzeum Kopernika. Oczywiście wdrapałem się na wieżę, skąd rozpościera się przepiękny widok na miasteczko i Zalew Wiślany. W wieży obserwowałem Wahadło Foucaulta. Zrobiłem dwa zdjęcia wahadła (przed wejściem na szczyt wieży i po zejściu). Ziemia obraca się wokół własnej osi. Widziałem! Fotografowałem! A jednak się kręci. Powiedział to Galileusz, który potwierdził teorie Kopernika. Miał przez to konflikty z kościołem i wyrzekł się tego co powiedział. Ale gdy już był stary znów potwierdził tą teorię. Postanowiono go powiesić a jego ostatnie słowa brzmiały "A jednak się kręci"

Rejs Moniką z Fromborka do Krynicy Morskiej (na żywo - ze statku). Piękna pogoda utrzymuje się. Widoczność bardzo dobra. Cały Zalew Wiślany mój. Od trosk i wszelkich kłopotów oddziela mnie od lądu woda...

21 września 2014

Osiągnąłem półmetek (w przybliżeniu) mojej rowerowej wyprawy dookoła Polski. Do tej pory jechałem następującą trasą: Jelenia Góra - Brzeg - Olsztyn k. Częstochowy - Busko Zdrój - Sandomierz - Kazimierz Dolny - Sokołów Podlaski - Pisz - Ostróda - Frombork. Z Fromborka przeprawiłem się przez Zalew Wiślany do Krynicy Morskiej. W sumie dziewięć etapów - razem 1253 km. Dzisiaj dotarłem do Gdańska. X etap - od Krynicy Morskiej jechałem Mierzeją Wiślaną (z przeprawą promową w Mikoszewie). Teraz przerwa na fotografowanie Starego Miasta, z Neptunem na początek... I dalej do Sopotu, gdzie spędzę dwa dni. Tam zaplanuję rowerową trasę powrotną. Krynica - Gdańsk, to króciutki odcinek drogi, raptem 60 km. Jednak przejechałem go w iście ekspresowym tempie. Średnia 30 km/h. A to za sprawą grupy kolarzy amatorów, którzy jechali na jakiś wyścig do Trójmiasta. Załapałem się "na kółko i jechałem za nimi w tunelu. Było super. Wymiana adresów internetowych, przyjaznych gestów itp.

Jestem w Sopocie! Można go śmiało zaliczyć do najpiękniejszych miast w Polsce. Na dzień dobry zrobiłem kilka zdjęć swoim tabletem. Deptak uzdrowiskowy, drewniane molo (najdłuższe w Europie - 511,5 m). Jutro już wyjdę w plener z lustrzanką. Ale zdjęcia z niej zobaczycie dopiero po moim powrocie do Jeleniej Góry.

22 września 2014

Dzień przerwy w podróży rowerowej. Na dworcu w Sopocie wsiadłem do szybkiej kolei miejskiej (SKM) i pojechałem do Gdyni. Gdynia – żeglarska stolica Polski – tutaj właśnie znajduje się największy i najnowocześniejszy w Polsce port jachtowy. Gdynia – najbardziej słoneczne miasto w Polsce. Oto zdjęcia portu. I oczywiście Daru Pomorza. Do brzegu przybił także Dar Młodzieży. Odpływa dzisiaj o 15:00.

23 września 2014

XI etap podróży rowerowej "W Polskę jadę" już za mną. Z Sopotu wyjechałem dość późno, bo dopiero o 8:30. Coś ciężko było mi się rozstać z cudownym Trójmiastem. Niezapomniane Stare Miasto Gdańska, szeroka plaża Sopotu, wspaniały bulwar nadmorski i porty Gdyni. SKM - nieosiągalna dla wielu innych polskich miast jakość miejskiej komunikacji. No i fantastyczna sieć dróg rowerowych... Na odjezdnym postanowiłem przejechać się jeszcze raz cudnym, jak na polskie warunki traktem rowerowym z Sopotu do Gdańska. Wydłużyłem sobie podróż, ale co tam! Raz się żyje! Jeszcze raz Gdańsk! Po krótkiej wizycie na Długiej wyruszyłem drogą do Kartuz i dalej przez Kaszuby. Meta tego górzystego etapu to Bytów. Po drodze jak w Szwajcarii. Lasy, góry i jeziora. Pięknie! Mógłbym tu mieszkać. Nawet na nartach można pozjeżdżać. W Bytowie zamek krzyżacki... Dzisiejszy etap liczył 110 km. Trzy razy mokłem. O zimnie lepiej nie wspomnę.

24 września 2014

XII etap za mną. Piekielnie trudny! Pomiędzy Bytowem i Miastkiem jeszcze góry. Uporczywy wiatr w twarz! Jechało mi się bardzo źle, było zimno. Po drodze bardzo ładny Szczecinek. Tam zjadłem obiad. Barszcz z krokietami i pierogi domowe. Będę je długo pamiętał. I miłe ciepełko w barze . O godz. 18:00 byłem na mecie - w Czaplinku, miejscowości na Pojezierzu Drawskim. Przejechałem dzisiaj 145 km.

25 września 2014

XIII etap dobiegł końca. Czaplinek - Gorzów Wielkopolski (140 km). Do mniej więcej połowy dystansu jechało się dobrze. Było płasko, bezdeszczowo. Na liczniku 25 -30 km/h. Od miejscowości Człopy zaczęły się "schody". Padało co chwila, nadal zimno. A w Dobiegniewie krótka wichura i ulewa. Od tej miejscowości aż do końca etapu wiatr w oczy. No i te wzniesienia... Schemat następujący: zjazd do wioski, wyjazd - zakręt podjazd. Zjazd, zakręt! Podjazd! Aż do znudzenia. Średnia 18 km/h (przed metą trochę szybciej). W związku z tym, że co chwilę padało, było szaro i ponuro, nie wyciągnęłem ani razu aparatu czy tabletu z plecaka. W Gorzowie też padało i zostałem w pokoju. A więc dzisiaj bez zdjęć. Przepraszam. Może jutro rano obfotografuję to miasto z tramwajami . Pozdrawiam Wszystkich i do jutra!

26 września 2014

XIV etap za mną. Dotarłem do Zielonej Góry. Mokry kompletnie, bo padało. Całe szczęście, że słupek rtęci poszedł w górę. A więc nie zmarzłem specjalnie. Na kwaterze jest suszarnia. Oddałem mokre rzeczy do suszenia na całą noc. Drogę miałem w sumie dobrą. Z Gorzowa Wielkopolskiego aż do samej Zielonej Góry jechałem starą "trójką". Puściusieńką. Wyobraźcie sobie drogę rowerową o szerokości drogi głównej . Super jazda! Po drodze Nietoperek. Niestety nie miałem czasu na zwiedzanie. W Świebodzinie wspaniały barszcz ukraiński. I chwila na fotki. A w ogóle to załączam także obiecane zdjęcia gorzowskich tramwajów. I pomyśleć, że kiedyś mieliśmy podobne w Jeleniej Górze. W Gorzowe się opłacają, w Jeleniej nie Zdjęcia Zielonej Góry jutro, bowiem postanowiłem zabawić tu jeden dzień. Pozdrowienia z miasta Bachusa Dzisiaj przejechałem 124 km.

27 września 2014

Zbieram siły przed ostatnim - XV - etapem podróży dookoła Polski. Spaceruję po Zielonej Górze, słucham muzyki. Piję kawę. Oto kilka fotek, na dowód, że tu jestem Jutro do Jeleniej Góry jednym skokiem...

28 września 2014

Przed chwilą zakończyłem swoją wyprawę rowerową dookoła Polski. Ostatni etap z Zielonej Góry do Jeleniej Góry liczył 156 km. W sumie było XV etapów i dokładnie: 1988 przejechanych kilometrów. Około godz. 18:00 zobaczyłem nasze Karkonosze z szosy w Strzyżowcu. Teraz już w domu! Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej . DZIĘKUJĘ WAM ZA WSPARCIE DUCHOWE! Komentując moje posty i klikając "lubię" sprawiliście mi radość. Mam nadzieję, że choć trochę spodobało się to co robię. Przy okazji treningu przed sezonem zimowym poznawałem Polskę i dzieliłem się wrażeniami jak umiałem (i mogłem). Bo po całym dniu jazdy rowerem nieraz zasypiałem nad relacją. Pozdrawiam.

Więcej zdjęć na moim Facebooku: https://www.facebook.com/michal.razniewski (wrzesień 2014)